Po moich poprzednich wyprawach do Etiopii powstały dwa raporty, zafascynowana tym krajem trafiłam tam po raz trzeci i oto kolejne wieści. Razem z Krzysztofem dotarliśmy do miejsc mi poprzednio nie znanych, zatem znajdziesz tu "wszystko co zawsze chciałeś wiedzieć o Etiopii, ale nie miałeś kogo zapytać". No, może prawie wszystko.
Zamiast wstępu czyli dlaczego jechać do Etiopii?
Bo jest to jeden z najbardziej fascynujących krajów Afryki!!! Warowne zamki, kościoły pełne średniowiecznych malowideł, kilkusetletnie manuskrypty i wspaniale rzeźbione krzyże - to kawałek naszej chrześcijańskiej historii i dziedzictwo naszej cywilizacji. Po Egipcie najbogatszy w zabytki kraj Afryki, a dodatkowo jest to prawdziwa Afryka bez taryfy ulgowej. Barwne plemiona, zachowane rytuały i życie jak przed wiekami, to Dolina Omo na południu kraju, nazywana też "museo di populi" czyli ludzkie muzeum, które ze skamieniałościami nie ma na szczęście nic wspólnego. Jeśli zastanawiałeś się jak mógł wyglądać krajobraz z opowieści Tolkiena, w górach Siemen znajdziesz odpowiedź: przepaście po 2000 metrów, niebotyczne szczyty, chmury zmieniające pejzaż co godzina w inną ilustrację. A jeszcze orientalno-gwarny Harer, czwarte co do świętości miasto islamu gdzie w obrębie murów starego miasta naliczono 92 meczety... Zapomnij o stereotypowym obrazie Etiopii! Głód się zdarza, ale na tyle rzadko i w tak odległych rejonach, że raczej nie ma szans na oglądanie koszmarnych obrazów. Zamiast tego czeka cię nieprawdopodobna podróż w czasie.
Jak się tam dostać
Z Polski nie ma bezpośrednich lotów do Addis Abeby, połączenia oferują KLM z możliwością stop-over w Nairobi (rezerwacja on-line www.klm.pl) British Airways i Lufthansa. Cena przelotu w obie strony zależy od terminu. W sezonie (high season trwa od 28.06 do 01.09) koszt przelotu wynosi ok. 870 USD, zaś poza sezonem (low season trwa do 27.06 i od 02.09 do 10.12) bilet kosztuje ok. 760 USD (w cenie nie wliczono opłat lotniskowych i podatków). Opłata lotniskowa przy wylocie z Etiopii wynosi 20 USD. Można także polecieć do Kenii i stamtąd udać się do Etiopii drogą lądową. Przejazd od Nairobi do granicy zajmuje od 4 do 7 dni, jednak w czasie pory deszczowej droga może okazać się zupełnie nieprzejezdna. Otwarte bywają także przejścia lądowe z Sudanem, Erytreą, Djibuti i Somalią, ale sytuacja może się zmieniać więc przed wyjazdem trzeba to sprawdzić.
Wiza, lotnisko, pieniądze
Dobre wieści! Wiza potaniała i kosztuje (dla Polaków) jedyne 140 B (ok. 16 USD). Jest także wydawana od razu na lotnisku (zdjęcia niepotrzebne). Chyba, że przyleci się po nocy, wtedy miły pan urzędnik da różowy kartonik, z którym po odbiór wizy i paszportu trzeba będzie się zgłosić następnego dnia. Można wynająć taksówkę (nocą ok. 6 USD) i pojechać do hotelu, albo na lotnisku doczekać świtu. Przejazd do miasta taksówką za dnia kosztuje 30 B, nocą ok. 40-50 B (z Addis). Przejazd minibusem do Piazza ok.2B (minibusy kursują od 6 rano do 20 wieczorem). Walutą Etiopii jest Birr. Kurs - od lat ten sam - wynosi 1 USD = 8,56 B. Wciąż nie da się podjąć pieniędzy z karty kredytowej, zatem trzeba mieć całą gotówkę na podróż. Kartą zapłacić można jedynie za wewnętrzne przeloty oraz w najlepszych hotelach i restauracjach. Wymiany dokonuje się w banku (nocą ten na lotnisku nieczynny), czarny rynek praktycznie nie istnieje, jako że oferuje identyczny kurs. Ważne: najlepiej jest mieć banknoty nie zniszczone, zaś USD wydane po 1996 bo starszych (zwłaszcza dużych nominałów) czasem banki nie chcą wymieniać. Jeśli zostaniemy z birami to teoretycznie można je wymienić na USD przed wylotem, ale:
a. może nie być takiego nominału jaki potrzebujemy (bardzo prawdopodobne)
b. bank na lotnisku może być nieczynny (sobota, niedziela, przerwa obiadowa oraz w nocy)
Zatem najlepiej zostawić sobie 20 USD na taksę wylotową i biry na dojazd na lotnisko.
Transport na miejscu
Taksa wylotowa przy przelotach wewnętrznych wynosi 10 B. Samoloty Ethiopian Airlines (www.flyethiopian.com ) latają punktualnie, trzeba być 2 godz. przed odlotem (drobiazgowa kontrola). Ceny lotów wewnętrznych na trasie historycznego szlaku: Addis - Askum - Lalibela - Gonder oraz Bahar Dar - Addis wynoszą 300 USD. Przeloty z Addis: do Aksum - 127 USD, do Lalibeli - 97 USD, do Gonder - 97 USD, do Bahar Dar - 72 USD. Przelot do Jinka (Dolina Omo) w obie strony wynosi 174 USD (w jedną 89 USD), połączenia są tylko dwa razy w tygodniu w środy i soboty. Jeśli planujemy dużo przelotów warto rozważyć dotarcie na miejsce Ethiopian Airlines (np. z Frankfurtu), bo wtedy ma się sporą zniżkę na przeloty wewnętrzne, o czym mało kto wie! Ale słyszeliśmy też (info niepotwierdzone), że ponoć pasażerowie z biletami nie pełnopłatnymi w przypadku braku miejsc muszą czekać na liście rezerwowej, bo najpierw przyjmuje się tych co zapłacili pełną taryfę. Autobusy są tanią, choć wolniejszą alternatywą poznania kraju. Ważne, aby bilet kupić dzień wcześniej (sprzedaje się tylko tyle ile jest miejsc siedzących) i z tym biletem być przed 6 rano na stacji autobusowej. Przy odrobinie szczęścia i skromnej łapówce (5 B), zostaniemy wpuszczeni przed innymi pasażerami i ktoś nam pokaże gdzie stoi nasz autobus. Zwykle po pierwszym razie człowiek nabiera wprawy niezbędnej do dalszej podróży. Autobusy zwykle ruszają o świcie (czasem nawet przed 6 rano) zapakowane do ostatniego miejsca, stąd dostanie się po drodze bywa czasem trudne. Nocnych przejazdów (poza pociągiem do Dire Dawa) praktycznie nie ma.
Hotele, noclegi
Najtańsze hotele to zwykle burdele (w dużych miastach) lub zajazdy dla kierowców (wioski przy drodze), ale turyście nic w nich nie grozi. Rekordowo niską cenę znalazłam w Debarku (Byrhane Hotel, 7 B za dwójkę), zwykle najtańsza cena za pokój wynosi w granicach 10-15 B. Jak zwykle hotele raz wymienione w LP podnoszą ceny, ale na szczęście zawsze w okolicy powstają nowe. Im tańszy pokój tym większe prawdopodobieństwo dodatkowego życia w pościeli: warto mieć coś do odstraszania w sprayu (Autan, Off lub miejscowy Mobil). Planując noclegi w chatach u ludzi warto mieć śpiwór i nastawić się, że wszyscy śpią na podłodze w jednej izbie. Za taki nocleg gospodarze zwykle oczekują jakiejś zapłaty, 10B jest kwotą jak najbardziej na miejscu. Dla odmiany jeśli szukamy komfortu, agencja turystyczna z pewnością znajdzie coś w każdej z turystycznych miejscowości. Planując pobyt w miejscach mniej turystycznych warto spisać sobie amharskie słowo oznaczające hotel.
Mapy, przewodniki, zniżki
Lonley Planet wydało "Ethiopia, Eritrea, Djibutti". To pierwsza edycja (2000) zatem nie wolna od błędów, ale ogólnie dobra. Dla osób bardziej zainteresowanych kulturą pozostaje "Ethiopia" wyd. Bradt (2002). Mieliśmy mapę Cartographica, ale niestety, odcinek dotyczący południa zupełnie się nie zgadza i ponoć to powielanie starej mapy, więc też z błędami. W Etiopii mapy i przewodniki dostać praktycznie się nie da, lepiej zabrać z domu. Jedyna wiarygodna mapa gór Siemen wydana została przez Institute of Geography, University of Berne, Szwajcaria (1980, 1:100 000). Mając legitymację ISIC w można uzyskać zniżki na wstęp - warto za każdym razem się o to pytać (np. w Aksum z ISIC wstęp tylko 25B)!
Etiopia w sieci:
Czas, kiedy jechać
W Etiopii jest 13 miesięcy, nowy rok wypada naszego 11 września. W 2002 świętowaliśmy zakończenie 1994 i początek 1995 roku. Kiedy w Parku Narodowym Gór Siemen oglądaliśmy statystyki z wykazem turystów - zakończone na 1993 roku najpierw myśleliśmy, że chłopaki mają spore zaległości, dopiero potem uświadomiliśmy sobie, że liczone to jest wg etiopskiego kalendarza! Będąc w banku nie dziw się, że zegarek pokazuje zupełnie inną godzinę, niż twój czasomierz. Etiopczycy mają inny podział czasu i nasza 6 rano to tam 12 od której się liczy czas. Czyli nasza 7 to tamtejsza 1, 8 - 2 etc. Przed odjazdem autobusu lub umówieniem się na spotkanie trzeba zawsze sprecyzować czy chodzi o "etiopian time" czy o "european time".
Etiopia jest piękna o każdej porze roku. Od września do kwietnia bardzo dobre warunki na północy, na trasie historycznego szlaku. Na południe najlepiej jechać od czerwca do sierpnia (potem zaczyna tam padać). W górach Siemen do września może padać i są duże mgły i chmury, potem coraz pogodniej, ale za to robią się coraz większe różnice temperatur. W grudniu nocą mogą być tam nawet przymrozki! W czasie pory deszczowej zwykle pada raz dziennie przez godzinę, dwie, zaś przez resztę dnia jest słonecznie.
Zdrowie, bezpieczeństwo
Podróżując po historycznym szlaku (Addis - Aksum - Lalibela - Gonder) położonym na wysokości ponad 2000 m. jesteśmy bezpieczni przed malarią i innymi chorobami tropików. Malaria występuje w okolicach jeziora Tana, Parku Narodowego Awash i w Dolinie Omo. Zwłaszcza w tym ostatnim miejscu konieczne jest noszenie ubrań z długimi rękawami i przydatna jest moskitiera. Co do szczepień dodatkowych (nie wymagane, zalecane: żółtaczka, żółta febra, tężec) warto zadzwonić do Sanepidu w Warszawie (22) 620-90-01. Poza tym przestrzeganie ogólnych zasad dotyczących jedzenia i picia pozwoli uniknąć żołądkowych kłopotów.
Etiopia to jeden z bezpieczniejszych krajów w Afryce. Poza kieszonkowcami (zwłaszcza w Addis, a w szczególności w minibusach i na Merkato) nie słyszy się o kradzieżach czy napadach. Podczas tego wyjazdu często korzystaliśmy z usług miejscowych przewodników - zwykle mają ogromną wiedzę o danym miejscu, ale jeśli ich wynajem przekracza planowany budżet dzienny to można sobie bez nich równie dobrze poradzić.
Potencjalne kłopoty na miejscu to:
- nie ustalenie z przewodnikiem stawki na początku - potem zawsze okazuje się, że nasze wyobrażenia o jego wynagrodzeniu znacznie się różnią.
- dać się zaprosić nieznajomemu w Addis na domową imprezę - czasem turysta dostaje potem rachunek powyżej 100 USD (!)
Ważne! W Etiopii nie ma polskiej placówki dyplomatycznej, za ten kraj odpowiada polska ambasada w Sanie (Jemen): tel. (0-09671) 41-35-23/4, fax. 413-647, mail: polemb@y.net.ye
Trudności na miejscu
Nastaw się, że wielu ludzi będzie chciało się dowiedzieć jak masz na imię, skąd pochodzisz i jak się masz. Często będą za tobą wołać "Faranji" - obcy, co nie jest obraźliwe, ale bywa bardzo męczące. Inną formą jest "jujanie" czyli wołanie za obcym "you, you!". Możesz to ignorować lub obrócić w żart wołając "anta" do mężczyzny lub "anczi" do kobiety. Plagą są ciągłe prośby: o długopis, podkoszulkę, pieniądze, cukierki. To niestety wina turystów-świętych Mikołajów, którzy bezmyślnie rozdają dookoła, ucząc tych ludzi że biały jest od dawania. Jeśli masz wyrzuty sumienia że jesteś w biednym kraju - dawaj upominki tylko tym, kto ci jakoś pomoże, z kim nawiążesz kontakt, a długopisy najlepiej zostaw je w szkole. Prezenty wręczaj członkom starszyzny. Nie dawaj pieniędzy dzieciom - w ten sposób uzależniasz je jeszcze bardziej od żebrania, jeśli już chcesz - dawaj raczej jedzenie. Wspomagaj żebraków. My zwykle mieliśmy limit dzienny 8-10 osób. Potem koniec, bo wszystkim pomóc się nie da.
Język
Oficjalnym językiem kraju jest amharski, lecz w miejscach turystycznych można porozumieć się po angielsku. Jadąc w głąb kraju i nocując w wioskach trzeba nastawić się na uniwersalny język migowy. Warto nauczyć się po amharsku liczebników do 10 gdyż pozwoli to na skuteczniejsze targowanie się. Zaskoczony sprzedawca spytany ile kosztuje towar często odpowie prawidłową cenę, dzięki czemu unikniemy przepłacania.
Pamiątki
Eldorado dla miłośników krzyży. Takiego bogactwa form trudno sobie nawet wyobrazić. Zasada nr 1 - nie kupować pierwszego dnia, pooglądać aby wiedzieć z czego potem wybierać. Zasada nr 2 - starych krzyży ani manuskryptów (ani innych antyków) wywozić NIE WOLNO! Jeśli kupiliśmy coś starego to sklep powinien dać na to stosowny papier (że miał prawo sprzedać), a i tak należy pójść w Addis do Muzeum Narodowego i uzyskać zgodę na wywóz. Na szczęście nowe rzeczy są piękne i jest w czym wybierać. Płaci się za staranność wykonania, stąd duża rozpiętość cenowa, ale ładny krzyż wielkości ok. 20 cm. można dostać już za 30 - 40 B. Poza tym na południu warto zainwestować w kalebasze (ozdabiane tykwy) 10-15 B, w Bahar Dar lub Gonder nabyć barwne, długie szaliki (wąski ok. 10 B, szeroki ok. 20 B). Obszywany skórą duży kosz na injerę kosztuje ok. 20 B, zaś gliniany dzbanek na kawę 5 B. Oczywiście to są ceny po targowaniu się, jako że kwota wyjściowa zależy od fantazji i potrzeb sprzedawcy. Półmetrowy nóż afarski (raczej nie brać do bagażu podręcznego na przelot) to wydatek ok. 100 B. Kupując pamiątki w Addis na Merkato koniecznie trzeba się targować i bardzo uważać na kieszonkowców! Pomocą w negocjacji cen mogą być podkoszulki (zwłaszcza na lokalnych targach).
Jedzenie
Im prędzej polubisz injerę - kwaśnawy w smaku placek podawany z sosami i mięsem - tym będzie ci łatwiej. To narodowe danie dostępne jest w każdej knajpce, kosztuje od 3 do 20 B w zależności od standardu miejsca. Sosy są zwykle ostre. Trzeba specjalnie prosić o przygotowanie czegoś bez beri-beri - ostrego zestawu miejscowych przypraw. Poza tym zdaniem Etiopczyków turyści uwielbiają na śniadanie jajka i nawet w najlepszych knajpkach trudno rankiem dostać coś innego (poza injerą). Warta spróbowania jest też pizza (10-20B) oraz spagetti (7-15B) czyli kulinarny spadek po Włochach. Poza tym zdarzają się kotlety z ryb lub steki (7-15 B). Pora obiadowa to czas święty: między 12 a 14 zamiera życie w urzędach, bankach, muzeach etc. Planując załatwianie czegokolwiek należy to uwzględnić. Natomiast genialnym wynalazkiem są Pastry czyli odpowiedniki naszych kawiarni. Można tam zjeść pyszne ciastka (ok. 0,50-1B) i popić to soft drinkiem typu cola, sprite (2-3B), kawą lub herbatą (poniżej 2B), lub pysznymi sokami z wyciskanych na miejscu owoców (ok. 5B). Wcześniej czy później trafisz też na ceremonię parzenia kawy - od umycia zielonych ziaren przez prażenie, a następnie ich ubijanie w stępie i na końcu gotowanie z wodą. Tutejsza kawa (czyli buna) jest pyszna! Dostępna jest też wersja z mlekiem (buna bo łatat). Także herbaty (czai) są fantastycznie aromatyczne, gdyż gotowane z dodatkiem przypraw. Zestaw 3 przypraw można kupić na targu w wersji już przygotowanej do zaparzania, torebki na przygotowanie 500 herbat kosztują ok. 30-35B. Warto! Wszędzie dostaniemy też piwo (łącznie ok. 6 rodzajów. W Gonderze polecamy Dashen Beer, w Harerze: Harer Beer, a na terenie całego kraju sprzedawane jest pyszne St.George Beer) w cenie 3-5B i wodę w butelkach Highland (niegazowana) lub Ambo (4-8B za 1-1,5l).
Telefon, mail, poczta
Etiopia się rozwija - najlepszy biznes w Addis to knajpka internetowa. Dość szybka była w Grace Computer (na Piaza, naprzeciwko Ethiopian Airlines, 1 piętro nad Hermon Cafe, na mapie LP w tym miejscu miał być Tefari Mekonen) z ceną 1B za minutę. Jeszcze lepsza okazała się knajpka internetowa (czynna nawet w niedzielę) obok Wutma Hotel. Szybkie połączenia z ceną 0,50B za minutę, można też stąd zadzwonić do Polski (przez łącza internetowe) za 5B za minutę(!). Etiopska telekomunikacja nie jest konkurencyjna: 3 minuty kosztują 53 B i nie można zamówić krótszego połączenia. Koszt telefonu lokalnego to 0,10 B, na komórkę w Addis - 0,90B. Internet jest też w interiorze, choć dość powolny i zwykle w cenie 1B za minutę. Zdarzało się, że samo otwarcie się strony z mailami zajmowało 6 minut, a po kolejnych 4 padał prąd w okolicy... Bardzo szybką i miłą Internet Cafe znaleźliśmy w Harer - warto odwiedzić, a prowadzący ją Portugalczyk Paul jest przesympatycznym człowiekiem. Kartki najlepiej wysłać z głównej poczty w Addis: znaczek ok. 2B, pocztówki ok. 1-2 B. Można stąd też wysłać paczki (np. z miejscowymi upominkami), co wymaga sporządzenia paczki na oczach urzędnika, by sprawdził co wysyłamy. Przed wejściem na prawie każdą pocztę (do banku etc), jest się przeszukiwanym i trzeba zostawić torbę foto i plecak u ochroniarzy. Taki zwyczaj, w ramach ostrożności.
Foto, video
Dla Etiopczyków każdy kto ma kamerę, potencjalnie może to wykorzystać zarobkowo (np. zrobić film o ich kraju), stąd opłaty za filmowanie są wszędzie i to wysokie: przeciętnie jest to 50-100 B a np. w Lalibeli 150 B. Za fotografowanie opłat na razie wciąż nie ma. Nieprzyjemni są mnisi w klasztorach na półwyspie Zege (jez. Tana). Teoretycznie koszt filmowania miał wynosić 50 B, gdy dostali 100 zamiast wydać reszty... podnieśli opłatę do 100 B! Fotografując ludzi którzy o to proszą należy się liczyć też z tym, iż po zrobieniu im zdjęcia poproszą o pieniądze (1-2 B). Taka forma dodatkowego zarobku. Zwykle unikaliśmy podobnych sytuacji, lub gdy zależało nam na portrecie jakiegoś dziecka dawaliśmy mu potem cukierka (do kupienia na miejscu). Jedynymi ludźmi którym z założenia płaciliśmy za zdjęcia byli żebracy. Obywatelu! Pamiętaj, że wszelkie urzędy (banki, poczta) to miejsca strategiczne, więc nie wolno na ich teren wnosić aparatów i nie wolno ich fotografować. Zakaz obejmuje też lotniska i mosty: przed każdym ważniejszym mostem jest posterunek i jeśli wojskowy zobaczy iż robiłeś zdjęcie z pewnością skonfiskuje ci film. Na lotnisku w Lalibeli i Jinka pozwolono nam fotografować, ale koniecznie trzeba się zapytać przedstawiciela Etiopian Airlines.
Addis Abeba
Transport: po mieście najprościej się poruszać minibusami (w zależności od długości trasy 1-2B), choć należy uważać na kieszonkowców. Poza tym miasto raczej bezpieczne, choć wciąż nie należy do naszych ulubionych.
Noclegi: nocowaliśmy na Piazza: początkowo w National (30B dwójka bez łazienki), potem zwiększyliśmy standard na Taitu (100 B dwójka z łazienką), a wreszcie najsympatyczniej było w Wutma (naprzeciwko Baro, 53 B dwójka z łazienką). Ceny hoteli w dalszym ciągu raportu podawane są za pokoje dwuosobowe z jednym łóżkiem (uwaga ogólna: pokój dwuosobowy to pokój z jednym szerokim łóżkiem. Rzadko zdarza się, że w pokoju dwuosobowym są dwa łóżka!), gdyż tu ceny liczy się za łóżko - a nie ilość śpiących na nim osób, czyli de facto koszt dwójki i jedynki jest tu taki sam. W Taitu strzeż się recepcjonisty Demoze Bayene - miły, uczynny, dobry angielski, ale gdy zrobi na tobie biznes lub zawali sprawę znika bez śladu.
Zwiedzanie: warto odwiedzić Muzeum Narodowe, choć nie ma zbyt wielu eksponatów, ale za to jest hominid Lucy. Ciało cesarza Haile Selassie przeniesiono z Mauzoleum Menelika (wstęp 30B, za tą cenę nie warto) do Trinity Cathedral (25B, warto). Osoby lubiące opowieści o historii Etiopii mogą odwiedzić też St. George Cathedral (10B) - dość ciekawa kolekcja koron, krzyży i manuskryptów w muzeum przy kościele. Nie byliśmy, a ponoć warto w Ethnological Muzeum (20B) mieszczącym się w dawnym pałacu Haile Selassie.
A w ogóle to najlepiej szybko wyruszyć z Addis w interior: autobusem, samolotem lub wynająć samochód. Stawka za dzień to ok. 100 USD, co przy 6-osobowym minivanie jest godne uwagi. Agencje z którymi mieliśmy do czynienia i wydają się być w porządku to T-Tam Travel (T-TAM@telecom.net.et ), Hess Travel, Green Land Travel (etgreend@yahoo.com), ale więcej adresów znajdziesz w przewodniku LP i warto wysłać pytanie do kilku aby porównać oferty.
Aksum
Jeśli się nie nastawiamy, że zobaczymy tu wspaniałe rzeczy, to może się nawet podobać. Do kościoła z Arką wejść się nie da, do starego kościoła Marii wstęp tylko dla panów, w nowym kościele Marii do zobaczenia jeden, za to ponad 1000-letni manuskrypt. Ponadto do obejrzenia niewielka kolekcja manuskryptów i koron cesarskich. Bilet wstępu do kościołów, stelli i ruin pałaców ważny na czas pobytu kosztuje 50B. Generalnie miasteczko do polecenia miłośnikom przeszłości i zdecydowanie nie obowiązkowe jeśli mamy mało czasu i pieniędzy. Nocowaliśmy w miłym Kaleb Hotel za 50 B za pokój z łazienką. Droga lądowa z Aksum do Gonderu jest jedną z bardziej malowniczych, pokonanie jej miejscowym autobusem zajmuje dwa dni: Gonder - Shire (12 godz., 27B) i potem Shire - Aksum (2 godz., 8B). Na mapie LP jest błąd: z lotniska do miasta jest ok. 5 km. a nie 1 km. (Ania do Axum jest uprzedzona - naprawdę jest tam fajnie! przyp. Krzysztof)
Lalibela
Wciąż piękna i fascynująca. Warto tu przyjechać na obchody etiopskiego Nowego Roku (11 września), na święta Bożego Narodzenia (6-7 stycznia) lub Timkat (Epifania czyli Objawienie Pańskie obchodzone od 18 stycznia wieczorem przez 3 dni). W czasie tych dwóch ostatnich świąt do miasta zjeżdża tak wielu turystów, że mogą być kłopoty ze znalezieniem noclegu. Aby zwiedzić wykute w skale kościoły przydatny będzie przewodnik. Oficjalni kosztują w granicach 50-100 B za dzień, dzieci ok. 20 B za dzień. Mój poprzedni przewodnik Fykr Gietahun miał szczęście wyjechać do Anglii na studia, jego brat Mngyste uczy się w Addis Abebie, natomiast na miejscu pozostali inni moi mali przewodnicy: Desal Alimu, Yirga Mekonen i Gyrma Debashe. Chłopaki są wspaniałe i bardzo bystre, uczą się pilnie angielskiego, a ponieważ od czasu naszego poprzedniego spotkania wszyscy stracili rodziny, trzymają się razem. Na zwiedzanie kościołów cwał-galopkiem wystarczy jeden dzień, znacznie lepiej jednak przeznaczyć na to 2-3 dni. W drogę na górę z klasztorem Asheton Maryam (wstęp 20B) warto udać się rano (większa część drogi biegnie wtedy w cieniu). Jeśli nie jesteśmy fanami kolejnych krzyży i manuskryptów, to zamiast płacić za wstęp i wchodzić na szczyt, można to potraktować jako wypad na doskonały punkt widokowy. Wstęp do kościołów Lalibeli kosztuje 100 B (bilet ważny na czas pobytu). Zwiedzając świątynie lepiej mieć długie spodnie i strój ogólnie skromny (dekolty absolutnie niewskazane), choć zdarzyło mi się raz zwiedzać w spodniach do kolan i nikt z tego nie robił problemu. Najlepiej takich sytuacji unikać. Sophie przeniosła knajpkę Blue Lal (doskonała pizza), ale łatwo ją znaleźć bo jest po drodze do hotelu Asheton (80B dwójka). Do Lalibeli najszybciej się dostać samolotem (z Gonder - 43 USD, z Bahar Dar - 54 USD, z Aksum - 65 USD). Na podróż ląem trzeba przeznaczyć dwa dni z noclegiem po drodze, koszt biletów na autobus do Addis lub Gonder wynosi poniżej 50B.
Gonder
W dawnej stolicy punkt obowiązkowy to dawne pałace czyli Royal Enclosure. Bilet wstępu (50B) jest na jednokrotne wejście (a nie jak podaje LP na czas pobytu). kościół Debre Birhan Sellsje zobaczyć trzeba (15B, fotografowanie z fleszem zabronione), a szczególnie podczas mszy w niedzielę. Łaźnie Fasylidesa (wstęp wliczony w Royal Enclosure, dojazd minibusem, 1B) to jeden budynek dawnych łaźni stojący w suchym basenie, jak ma się to czas warto zajrzeć. Do Felaszy najlepiej dotrzeć taksówką (30B, kurs w obie strony) lub na piechotę (6 km w jedną stronę). Do wioski wstęp wolny, ale trzeba się nastawić, że mieszkają tu tylko dwie rodziny Felaszy i żyją ze sprzedaży pamiątek i opłat za zdjęcia. Dotarliśmy także do Kweskwam Complex, po tym jak kierowca taxi zaproponował nam z Pazza do Kweskwam kurs za 100B pojechaliśmy miejscowym minibusem (kierunek na Azazu, 1B). Miejsce ciekawe, ale jak ma się więcej czasu i choć jest znacznie gorzej zachowane niż Royal Enclosure to ma swoistą atmosferę. I tabuny much, ale to akurat stan zmienny. Kościół w Kweskwam jest odnawiany i ma nowe polichromie w kolorach, które nawet na Orwo przeterminowanym o 20-lat wyszłyby znakomicie (wstęp 15B).
Warta odwiedzin jest Habesza Restaurant - stylowa etiopska restauracja o cenach dość przyjaznych (danie główne 10-20B, piwo 5B). Nocowaliśmy najpierw w Quara Hotel (chcą 70-80B za pokój w stylu późny Gomułka), a potem w Fasil Hotel (pokój bez łazienki 30B). Najtańszy nadal pozostaje Etiopia Hotel przy Piazza (15B bez łazienki). Jeśli szukasz bardzo kompetentnego przewodnika to weź Fasila Mesfane, choć nie jest tani.
Góry Siemen - trekking
Tym razem się udało i nareszcie poznaliśmy te fascynujące miejsce. Wyjazd z Gonderu do Debarku miejscowym autobusem (bilet 12 B w jedną stronę) o 6 rano, na miejscu byliśmy o 10.00. Plecaki zostawiamy w Siemen Park Hotel i idziemy do biura Parku Narodowego Gór Siemen gdzie płacimy za wstęp do Parku po 70B za 48 godzin. Wynajmujemy też na 5 dni (ceny poniżej za 1 dzień):
- 2 muły po 20 B sztuka (jeden dla mnie na wypadek gdyby odnowiły mi się stare kontuzje, jeden do transportu bagaży)
- 2 mulników po 20 B (bo muł nie ciągnięty za uzdę nie ma motywacji do marszu)
- skauta za 30 B (czyli pana z bronią, choć do końca nie ustaliliśmy przed czym miał nas bronić, albo kogo/czego przed nami)
- przewodnika za 75B (jedyny w tej ekipie mówiący po angielsku)
Z tej całej karawany osobą którą trzeba zabrać ze względu na przepisy Parku jest skaut i tego ominąć się nie da. Natomiast przewodnik (Eyayaw, co wymawiało się swojsko Jajo) okazał się bardzo przydatny, bo nie tylko znał masę opowieści o tych górach, ale też pokazywał nam na trasie miejsca najbardziej spektakularne widokowo. Co do muła dla mnie to był bardzo przydatny przy kilku dłuższych podejściach. Wynajęcie karawany zajęło nam ok. 2 godzin, musieliśmy jeszcze kupić sznurek (2B) i dwa worki na nasze plecaki (po 5B) i tego samego dnia mogliśmy wyruszyć. Ponieważ w górach poza jajkami nic nie można kupić (no jeszcze ewentualnie kurę lub kozę) wcześniej w Gonder kupiliśmy rodzynki (0,5 kg 10B), suszone daktyle (1kg 12B), cukierki (1 kg 16B), 2 puszki tuńczyka (po 12B szt), ryż (1 kg - 6B, kiepskiej jakości, gotowanie 0.5 godziny), makaron (0,5 kg, 6B), dżem (13B), ser topiony (13B). W Debarku dokupiliśmy bułki (0,25B za szt. w piekarni koło targu - w innej piekarni kosztowały 0,50B), 6 litrów wody Highland (po 5B) i lemonki (0,10B za szt), zaś zupki z proszku z Polski dopełniały diety. Warto też jeśli się idzie z przewodnikiem kupić w Debarku kawę (1 kg 8B). Planowaliśmy 4 noclegi dlatego też kupiliśmy 2 kg i podzieliliśmy na 4 torebki, dzięki czemu w każdym miejscu gdzie nocowaliśmy u miejscowych strażników parku byliśmy zapraszani na cofee ceremony, co było miłym zakończeniem dnia. Ponieważ woda na terenie gór z racji wiosek nie jest uważana za bezpieczną dla żołądka turysty, warto mieć coś do odkażania wody (20 zł preparat w sklepie Podróżnika, starczają na wiele litrów), filtr lub zapas wody mineralnej. Warto też mieć ze sobą namiot (wynajem to 20B za dzień) i śpiwór (10B za dzień) oraz menażkę do gotowania i kuchenkę. Z braku kuchenki można w wioskach kupować drzewo (wiązka kosztuje od 5 do 10 B i starcza na ugotowanie posiłku dla kilku osób).
Ponieważ idziemy na 5 dni mamy szansę dojść do Chenek Camp gdzie ponoć jest najpiękniej (fakt!). Pierwszy dzień dochodzimy do Ras Buit - wioski w której za nocleg w chacie oczekiwano 100B. Kwota to tutaj absurdalna, dlatego wynajmujemy namiot od naszego przewodnika, a on z resztą karawany nocuje w chacie. Drugi dzień to dojście do Geech (wspaniałe widoki po drodze). Trzeci dzień przez Imet Gogo wędrujemy do Chenek. Są chmury i idzie się nieźle, w porze suchej przejście tej trasy to "piekło i szatani" i trzeba zabrać z pewnością więcej wody.
Aby chodzić po tych górach trzeba:
- nie mieć lęku wysokości jako że wędruje się nieraz nad przepaściami po 2000 metrów w dół
- nie mieć problemów z chorobą wysokogórską (obozy Geech i Chenek są położone na 3600mnpm, a wędruje się nawet na 4000mnpm)
Widokowo są to jedne z najwspanialszych gór na Ziemi i pejzaże wynagradzają trudy całkowicie. Poza małpami "z krwawiącym sercem", czyli endemicznymi gelada baboon, których jest sporo, udało nam się też spotkać w Chenek: walia ibex, czyli kozice oraz w dużej ilości thick build raven, czyli wedle nas skrzyżowanie kruka z pterodaktylem. Rzecz o której LP nie wspomina: do Chenek prowadzi nowa droga, którą jeżdżą ciężarówki. Dojazd do Debarku na pace zajmuje ok. 2-3 godzin (a przejście to 2 dni) więc jak ma się mało czasu, można po prostu podjechać. Nie jest tanio: z racji białej skóry zapłaciliśmy 150 B za nas oboje (cena wyjściowa 300B). W sumie za 5 dni treku zapłaciliśmy mniej niż 150 USD (na naszą dwójkę). Góry Siemen rocznie odwiedza niewiele ponad 2000 osób, warto tu dotrzeć dopóki wciąż jest tak pusto.
Bahar Dar
Tym razem udało nam się dotrzeć do klasztorów na jez. Tana, a dokładniej tych na półwyspie Zege. Wnętrza Beta Giorgis i Beta Maryam (za oba wstęp 20B) oraz Ura Kidane Meret (20B) imponują malowidłami, choć były odnawiane niedawno, zatem nie robią takiego wrażenia jak kościół Debre Birhan Selsje w Gonder. Ale pływanie łodzią to miła odmiana. Za wynajem łodzi (pojemność do 10 osób) płaci się ok. 500 B, jeśli osób jest mniej można znegocjować nawet do 70B za osobę, ale wymaga to czasem dłuższego targowania się. Od przystani do kościołów jest ok. 10-15 minut marszu w towarzystwie upiornej ilości dzieci i młodzieży usiłujących sprzedać wyrwane strony z (ponoć) starych manuskryptów. Pod drodze do Bahar Dar mija się jeszcze wyspę z klasztorem Kebran Gabryel, ale wstęp do tego miejsca zarezerwowany jest tylko dla mężczyzn... Na jezioro można też popłynąć papirusową łodzią tankwa (ok. 50B za dwie osoby), pamiętając, że łodzie te nawet wyładowane po brzegi są niezatapialne, ale są baaardzo wolne. Nocowaliśmy w Dib Anbessa Hotel za 100 B (pokój z łazienką), Hotel wart polecenia jeśli oczekuje się wyższego standardu, a naszym przewodnikiem był Tadele brat Yaregal - za dzień pracy bierze od 50B. Z Bahar Daru już tylko 40 km do wodospadów Błękitnego Nilu (15B wstęp), od wioski Tys Yssat dokąd można dojechać z miasta autobusem (3B, ok. 1 godzina) dojście zajmuje ok. 30 min. Po deszczu błotnista droga jest śliska, zaś przy wodospadzie jest zawsze ślisko stąd lepiej mieć solidniejsze buty z protektorem. Kto nie chce się szybko rozstać z rzeką może pojechać z Bahar Dar do Addis autobusem (2 dni) mijając po drodze Wielkie Przełomy Błękitnego Nilu (Blue Nile Goge). To Etiopski Canyon Colorado robiący wrażenie. Uwaga: na Nilu jest most. Strategiczny. Choć jego zdjęcie można zobaczyć w ulotkach drukowanych przez Ministerstwo Turystyki, za zrobienie zdjęcia można stracić film, a nawet aparat!
Awash National Park
To miejsce piknikowe dla spragnionych natury mieszczuchów z Addis (4 godziny jazdy). Ładniejsza widokowo jest część parku położona w okolicach rzeki Awash. Bardzo malownicze wodospady Awash, zwłaszcza po porze deszczowej i połączenie rzek obok Lodge Kerayou. Mając do wyboru camping nieopodal Awash Falls (czyli zacienione olbrzymimi figowcami polany nad rzeką) i Lodge Kerayou (czyli przyczepy kempingowe w szczerym, nasłonecznionym polu), zastanów się dobrze co wybrać! Niestety zwierząt jest mało (są: antylopy, guźćce, antylopki dik-dik, żółwie, małpy), więc nie należy na nie zbytnio liczyć. Aby poruszać się po parku trzeba mieć własny samochód. Z miejsca biwakowego nad Awash do Filoha Hot Spring jedzie się co najmniej 2 godziny w jedną stronę przez busz (wysokie na 2 metry kolczaste rośliny zasłaniają dalsze widoki). Same źródła są bardzo gorące: ok. 40 st! Wyjazdy do parku organizują agencje w Addis Abeba: warto kilka odwiedzić aby porównać oferty i ceny.
Harer
Nazywany barwnym ptakiem orientu jest zupełnie inny niż pozostała część Etiopii. Dojazd z Addis rejsowym autobusem (35B) to co najmniej 12 godzin jazdy z noclegiem na trasie, górskimi drogami (malownicze, choć z fatalną nawierzchnią). Pociąg (do Djibuti) wooooooolny: co najmniej 15 godzin do Dire Dawa (24-47B) i stamtąd minibusem do Harer (6B, co 15 minut, godzina jazdy). Po zlikwidowaniu pierwszej klasy w pociągu jedzie się czymś co przypomina "obszczij wagon" z Rosji i Indii, czyli wszyscy na kupie lub na lorze pchanej przez lokomotywę. Alternatywą jest bardzo drogi przelot: ok. 200 USD w obie strony lub 94 USD w jedną (połączenia codziennie).
Aby poznać stary Harer przydatny jest przewodnik: dzięki niemu uda się znaleźć stare domy (zwykle wewnątrz są sklepy z pamiątkami) oraz najciekawsze zaułki. W obrębie starych murów znajdują się 92 meczety, ale ponieważ większość z nich jest w domach nie licz na las minaretów. Pałac w którym urodził się Haile Selasje jest zamieszkały i wygląda mało atrakcyjnie, natomiast odnowiony dom Rimbaud (muzeum poety i miasta, wstęp 5B, można tu kupić świetny plan miasta, ale cena straszna 60 B) zdecydowanie wart jest odwiedzin. Niezwykli są tutejsi ludzie: na targu można spotkać kobiety z plemiona Oromo w barwnych strojach i koralikach. Osławiony spektakl karmienia hien można zobaczyć co wieczór przy jednej z bram, koszt obejrzenia go jest każdorazowo negocjowany (od 20B wzwyż). Mając chwilę wolnego czasu warto wynająć transport i podjechać do Valley of Marvels - ciekawe formacje skalne tworzą piękny krajobraz. Po drodze jest wioska Babille w której przy odrobinie szczęścia można trafić na malowniczy targ, oraz wioski, w których chaty wciąż wyplatane są z liści palm - tak jak ponad 100 lat temu wyglądała większa część Hareru...
Jinka - Dolina Omo
Dostać się tu można albo małym, 16-osobowym samolotem (174 USD w obie strony), albo autobusem (2 dni z postojem w Arba Minch), albo wynajętym w Addis jeepem (1 lub 2 dni, ceny od 100 USD za dzień). Aby zwiedzić okolice Jinka niezbędny jest samochód terenowy. W Jinka są dwa: zły i gorszy. Jeden w hotelu Orit (30B pokój z łazienką) - nota bene info z LP nie jest aktualne, obecny właściciel nie mówi po angielsku i jedyne w czym może ci pomóc to wynająć samochód za 110 USD za dzień, drugi w NTO - jeszcze gorzej cenowo: do 100 km wynajem kosztuje 127 USD a potem 0,70 USD za każdy kilometr (trzeba przejechać 350-400 km).
Oba się psują i mają swoje lata. Ponoć do hotelu Orit ma być kupiony nowy jeep, ale nie jest to pewne. Oba też są maksymalnie na 4 osoby, choć właściwie jest założyć na 3 osoby (jeśli poza kierowcą mamy przewodnika), a jeśli się jedzie do parku narodowego Mago, gdzie trzeba wziąć ze sobą na dalszą drogę strażnika to pojemność obu samochodów spada do 2 turystów. Są jeszcze do dyspozycji pick-up'y (tutaj wejdzie nawet i 6 osób), ale przy fatalnym stanie dróg, całodziennej jeździe w słońcu i kurzu jest to propozycja dla osób szukających męskiej przygody. Jeśli cenimy sobie ślady wygody, warto zastanowić się nad wynajęciem samochodu z agencji turystycznej w Addis. Aby zobaczyć najciekawsze plemiona z dojazdem z Addis trzeba na to przeznaczyć ok. 8-9 dni. Jeśli nie mamy pieniędzy na samochód, to warto być w Jinka w sobotę, kiedy to odbywa się cotygodniowy targ, ściągający ludzi z odległych wiosek. Wreszcie mając dużo czasu warto rozejrzeć się za miejscowymi ciężarówkami i samochodami misji oraz etnografów jacy w Jinka rezydują. Naszym przewodnikiem na miejscu był Andualem Gebre Kristos. Kosztował 100B za dzień (jak na tutejsze warunki to dużo), ale był bardzo kompetentny.
Magnesem ściągającym turystów w ten region są przede wszystkim zamieszkujący te tereny ludzie z różnych plemion. Hamerowie, Arbora, Mursi to wspaniali i dumni ludzie, niestety, podlegają już prawom turystycznego przemysłu. Nie warto zbytnio inwestować w paciorki, sól, mydło i żyletki, gdyż większość plemion za zrobienie zdjęć w wiosce oczekuje gotówki. W sumie niewygórowanej: 40B za sesję u Hamerów to nie jest dużo. Problemem jest brak jakiegokolwiek kontaktu z tymi ludźmi - przewodnik może służyć jako tłumacz, ale chodzi o coś innego. Zwykle program zwiedzania jest napięty i wpada się do wioski na 30-40 minut. Ludzie stają na baczność ("będą zdjęcia, będzie kasa") i nie ma mowy o wspólnej zabawie, wypiciu herbaty, próbie rozmowy. O ile to możliwe, warto nawet odpuścić sobie zobaczenie jakichś plemion (ostatecznie różnice między niektórymi z nich są oczywiste tylko dla etnografów), aby zostać dłużej i np. przenocować w wiosce. Planując wyjazd do Mursi (mieszkających na terenie parku Mago) trzeba pamiętać że po deszczu droga staje się całkowicie nieprzejezdna. Ponieważ pora deszczowa wypada tu inaczej, stąd najlepszy czas do zobaczenia tego miejsca jest od czerwca do sierpnia.
Warto przeczytać:
- "Cesarz" R. Kapuściński - subiektywna wizja historii panowania Hajle Selasje
- "Każdemu według marzeń" A. Wilczkowski - relacja z pionierskiej wspinaczki polskich alpinistów na amby
- "Słońce na ambach" W. Korabiewicz - książka przedstawiająca barwnie i z humorem kilkuletni pobyt w Etiopii lekarza-podróżnika
- "Historia Etiopii" prof. J. Mantel-Niećko - przystępnie napisana książka odkrywa niezwykłą przeszłość Etiopii.
Co zabrać:
Im mniej tym lepiej. Wariant minimum (bez treku w górach Siemen)
Ubrania: spodnie długie (2 pary, cienkie i grube), rajstopy wełniane (nieocenione w nocy!) bluzki (3 szt, krótki rękaw, bawełniane, przewiewne), sweter (lekki), ciepła bluza z długim rękawem, koc (z samolotu, jego zabranie było mało etyczne, ale jest bardzo przydatny w podróży), kapelusz i okulary przeciw słoneczne, bandanka i bielizna, buty trekowe i klapki pod prysznic. Rzeczy lepiej wziąć mało, bo pranie można zlecić w każdym hotelu (1-2B od sztuki), a wszystko schnie bardzo szybko.
Sprzęt "techniczny": nóż (mały, składany), zapalniczka, latarka, kłódka (do zamykania pokoju w hotelu, bagażu na przelot), torebka na podręczne pieniądze oraz wewnętrzna torebka (na paszport, bilet i pieniądze - najlepszy jest model firmy "Tatanka" z plastikiem w środku, chroni idealnie dokumenty przed zamoczeniem - nawet podczas kąpieli), ręcznik, kosmetyczka (konieczny jest krem z mocnym filtrem, przydatne są chusteczki nawilżające), butelka metalowa (0,5 litra, doskonała na wodę), coś na pchły i komary (dobry jest Mugg), sznurek, zupy w proszku (3-5 szt. - jedzenie awaryjne na wypadek kłopotów żołądkowych), przewodnik.
Etiopia bywa męcząca (tabuny dzieci wołające 'you, you faranji'
mogą śnić się po nocach!), ale jednocześnie jest to wspaniały,
fascynujący kraj. Bez wątpienia jeszcze tu wrócimy!
Więcej tego typu raportów znajdziesz w książce "Przez Świat" - patrz: TRAVELBIT
(C) Anna
Olej & Krzysztof Kobus - wszelkie prawa zastrzeżone
|